Wycieczka do Dobczyc 2022

przez | 10 czerwca 2022

W dniu 7 czerwca 2022r. odbyła się wycieczka do Dobczyc 10-osobowej grupy mieszkańców, którym chęć nowych wyzwań nie jest obca! Pod osłoną czerwcowego słońca wyruszyliśmy z plecakiem pełnych piknikowych smakołyków żądni przygód. A przygody czekały na nas nie lada, bowiem pierwszym przystankiem na trasie był dobczycki zamek. Jego historia sięga aż do średniowiecza. Cała grupa miała okazję zanurzyć się w pokładach swojej wyobraźni i na chwilę przenieść się kilkaset lat wstecz. Wszystko było inne: zamiast asfaltu nasze nogi chodziły po kamieniach, oczy miast otynkowanych ścian oglądały warowne mury, a atmosfera zgęstniała widząc wojów i wyobrażając sobie najazdy tatarskie, które dzielne mury dobczyckiego zamku zdołały obronić.

Chodziliśmy tymi samymi ścieżkami, co Władysław Łokietek jeszcze 700 lat temu. My przyjechaliśmy poznać historię i zobaczyć wspaniałe pozostałości historii, ale nasz król nie miał takiego szczęścia.
Jak dowiedzieliśmy się będąc na miejscu, uciekał on w dobczyckie strony przed buntem mieszczańskim.
Po nim władzę przejął Kazimierz Wielki i on sam znając wartość tej zacnej budowli postanowił wzmocnić ją i ufortyfikować, by mogła spełniać obronną rolę na długie lata.

Chodząc po zamku mogliśmy zobaczyć broń i inne artefakty na ścianach. Serce ściskało się na myśl
o walkach jakie toczyły się przy udziale toporów wiszących nad naszymi głowami i potężnych armat stojących obok. Te wystrzały, te wybuchy… wszystko grzmiało w uszach słuchając opowieści! Rytm serca jednak spowalniał, gdy za gablotą dostrzegliśmy zdobione kielichy, z których pierwsi Piastowie pijali nektar po trudach wojny. Był to dobry czas, by samemu sięgnąć po jakąś strawę i uraczyć gardło słodkim napojem. Po tej przerwie ruszyliśmy w dalszą podróż ścieżkami zamkowymi by dowiedzieć się jak wielkie i światłe postaci były jego gośćmi. Słyszeliśmy o Janie Długoszu uczącym synów Kazimierza Jagiellończyka, a także o jego synu świętym Kazimierzu, który w kaplicy modlił się i pobierał dalsze nauki po nieudanej wyprawie po koronę węgierską. Mogliśmy poczuć ducha kontemplacji tego świętego męża i wraz z nim zamarzyć o pokoju między narodami. Dowiedzieliśmy się również, że na zamku przebywała jedna z najbardziej znanych królów Polski: Jadwiga Andegaweńska i jej mąż Władysław Jagiełło.

Warto przytoczyć rozbudzającą opowieść o skarbie ukrytym w zamku. Legenda głosi, że piastunka usypiając dziecko rytmicznie uderzała kluczami o mury zamku, aż w końcu odpadające jego części ujawniły tajemną skrytkę, w której stał gar z monetami. Od tego zaczęła się gorączka złota. Widać było rozświetlone spojrzenia uczestników wycieczki, które jednogłośnie mówiły: „a może by tak poszukać jakichś złotych monet?”! Niestety, zamek został już wiele razy przeszukany i nie znaleziono innych skarbów.

Usłyszeliśmy również opowieść o czasach świetności tego miejsca w XVI wieku. Oczy zeszkliły się szybko widząc co z niego pozostało po najazdach Szwedów… Obecnie oglądamy już tylko ruiny – czary wniesione przez naszą wyobraźnię rozprysły się jak bańka, kiedy mogliśmy zobaczyć zamek z pewnej odległości, przechodząc do skansenu. W całej swej okazałości widać było uszkodzenia. Zostawiliśmy jednak wspomnienie jego świetności i w naszych wspomnieniach pozostaje bardzo żywy.

Skierowaliśmy nasze kroki w stronę skansenu, maszerując po trakcie niestrudzenie, wciąż mając
w naszych głowach myśli średniowieczne, a w sercach żal za dziedzictwem Dobczyc. Nasze nadzieje na przedłużenie pięknych wspomnień znaleźliśmy w niewielkiej drewnianej chatce, niedaleko zamku. Tam dzięki ofiarności okolicznej ludności znajdują się liczne eksponaty ziemi dobczyckiej. Okazało się, że całe bogactwo historii nie mieści się w ścianach jednego budynku i czekało nas odwiedzanie aż pięciu kolejnych! Na miejscu obserwowaliśmy ekspozycje etnograficzne, pełne różnych naczyń, obrazów
i obrzędowe przedmioty związane z grzebaniem zmarłych: szaty liturgiczne, katafalki, chorągwie pogrzebowe, itp. Co do zmarłych, jeden z nich odegrał znaczącą rolę w historii skansenu, bowiem na jego pochowanym ciele postawiono karczmę – Karczmę na Zbóju z 1830 roku! Zbójem był dlatego,
że wraz z kolegami napadł na stojącą tam wtedy mniejszą karczmę, a strażnicy miejscy zdołali zabić jedynie jego. Ciało pochowano gdzieś w obrębie karczmy. Ta historia najeżyła nam włosy na głowie, więc czym prędzej udaliśmy się do kolejnych budynków poznawać dorobek kultury tego miejsca. Po tych wszystkich przygodach i informacjach bardzo byliśmy zmęczeni i ciężkim od przygód i pełni wrażeń krokiem wróciliśmy do zaprzęgu konnego… nie, zapomnieliśmy, że to przecież XXI wiek… wróciliśmy do autokaru, by móc rozsławiać ziemię dobczycką w Krakowie, który tak często przyćmiewa miasteczka położone nieopodal. A szkoda, bo mają wiele do zaoferowania, czego byliśmy świadkami!